Skip to content Skip to sidebar Skip to footer

„Nie wiem” – i to jest dobry początek

O wartości niewiedzy terapeuty w psychoterapii Gestalt

Jednym z najbardziej przełomowych momentów w rozwoju terapeuty Gestalt jest chwila, w której zaczyna on rozumieć, że jego zadaniem nie jest wiedzieć więcej od klienta, lecz być z nim w żywym spotkaniu.

Na początku naszej drogi uczymy się teorii, modeli, mechanizmów kontaktu, eksperymentów. To ważne i potrzebne. Jednak praktyka kliniczna dość szybko pokazuje coś bardzo pokornego: najważniejsze momenty terapii nie rodzą się z wiedzy terapeuty, ale z jego obecności, ciekawości i gotowości do pozostawania w „nie wiem”.

Fritz Perls pisał, że uczenie się polega na odkrywaniu możliwości. W terapii oznacza to pozwolenie, aby znaczenie doświadczeń klienta pojawiło się w kontakcie, a nie zostało zbyt szybko wyjaśnione przez interpretację.

Niewiedza jako dojrzałość, nie brak kompetencji

„Nie wiem” w pracy terapeuty nie oznacza zagubienia. Oznacza otwartość fenomenologiczną — zgodę na to, że to, co wydarza się między nami a klientem, jest nowe i niepowtarzalne.

Gdy zbyt szybko zaczynamy „rozumieć”, często przestajemy naprawdę widzieć. Słuchamy wtedy bardziej swoich hipotez niż klienta. Tymczasem ciekawość terapeuty, jak pisał Irvin Polster, jest jedną z najbardziej uzdrawiających jakości relacji. A ciekawość może istnieć tylko tam, gdzie dopuszczamy możliwość, że jeszcze nie wiemy.

Krótka scena z gabinetu

Klientka siedzi w ciszy. Mija kilkanaście sekund. Terapeuta czuje lekkie napięcie i znajomą myśl: „powinienem coś zrobić”. Zamiast tego decyduje się zostać w kontakcie.

Terapeuta:
„Zauważam, że jesteśmy chwilę w ciszy i czuję w sobie trochę napięcia. Jestem ciekaw, jak to jest dla pani teraz?”

Klientka (po chwili):
„To dziwne… bo pierwszy raz ktoś nie próbuje mnie od razu pocieszyć.”

Po chwili pojawiają się łzy.
„Ja chyba całe życie staram się być szybka, żeby inni nie musieli czekać na to, co czuję.”

To moment, który nie wydarzyłby się, gdyby terapeuta natychmiast wypełnił ciszę pytaniami lub interpretacją. Czasem właśnie nasza zgoda na niewiedzę i zatrzymanie otwiera przestrzeń, w której klient może po raz pierwszy spotkać siebie.

Dlaczego to takie trudne?

Najczęściej nie dlatego, że nie umiemy pracować, lecz dlatego, że chcemy pracować dobrze. Chcemy pomóc, być skuteczni, adekwatni, „wystarczająco dobrzy”. A pod tym często znajduje się bardzo ludzkie doświadczenie: lęk przed pomyłką, przed oceną, przed poczuciem, że „nic się nie dzieje”.

Z czasem jednak wielu terapeutów odkrywa coś paradoksalnego — momenty, które wydawały się najmniej spektakularne, często okazują się dla klienta najbardziej znaczące, ponieważ może on w nich doświadczyć relacji, w której nie trzeba być szybkim, uporządkowanym ani gotowym.

Laura Perls pisała, że kontakt zaczyna się tam, gdzie pozwalamy drugiej osobie być taką, jaka jest. Dotyczy to także terapeuty — pozwolenia sobie na bycie w procesie, a nie tylko jego prowadzenie.

Praktyka małych kroków

Postawę „nie wiem” można rozwijać bardzo prosto — zatrzymując się w trakcie sesji na krótkie pytania do siebie:

  • Co naprawdę teraz widzę i słyszę, zanim to nazwę?
  • Co czuję w swoim ciele, kiedy pojawia się impuls, aby natychmiast interweniować?
  • Czy moja reakcja wynika z kontaktu z klientem, czy z mojego napięcia?

Czasem wystarczy kilka sekund oddechu, aby wrócić do obecności.

„Nie wiem” jako zaproszenie

Dojrzałość terapeuty nie polega na tym, że przestaje mówić „nie wiem”. Raczej na tym, że potrafi wypowiadać to zdanie spokojniej — jako zaproszenie do wspólnego odkrywania.

Bo w terapii Gestalt „nie wiem” bardzo często nie jest brakiem odpowiedzi. Jest początkiem prawdziwego spotkania.

Autor: Iwona Dobrzyńska

Zostaw swój komentarz