Odcinek 2: Nie umiem. I co teraz
Załóżmy więc, że stało się.
Zgubiłaś się na ekspozycji. Zadałaś pytanie, którego chwilę później najchętniej nie zadawałabyś nigdy. Nauczyciel coś zauważył, grupa słuchała, a ty przez moment miałaś ochotę zamienić się w element wyposażenia sali. Najlepiej niewielki i ustawiony gdzieś przy wyjściu.
Co teraz?
Bo można bardzo długo rozumieć własny wstyd. Można wiedzieć, skąd się bierze, jak działa i dlaczego tak bardzo nie lubi świadków.
A czasem człowiek potrzebuje po prostu wiedzieć, co zrobić przez następne pięć minut.
Opisz to, co się wydarzyło
Pierwsza rzecz jest zadziwiająco prosta.
Nie zaczynaj od oceny siebie. Zacznij od opisu tego, co się wydarzyło.
„Byłam fatalna” brzmi wprawdzie bardzo przekonująco, ale ma niewielką wartość edukacyjną. Właściwie zamyka sprawę. Skoro jestem fatalna, pozostaje mi tylko udać się do domu i zastanowić nad wyborem zawodu.
Znacznie bardziej użyteczne jest:
„Kiedy klient zamilkł, zadałam mu cztery pytania jedno po drugim”.
Albo:
„Kiedy zaczął płakać, przestraszyłam się i zaczęłam go uspokajać”.
Albo:
„Tak bardzo pilnowałam swojego pomysłu na sesję, że przestałam zauważać, że klient już dawno jest gdzie indziej”.
O.
Z tym już możemy pracować.
Z „jestem beznadziejna” niewiele da się zrobić.
Z czterema pytaniami w minutę — całkiem sporo.
Można zobaczyć, w którym momencie pojawił się niepokój. Co było w ciszy tak trudnego. Po czym następnym razem poznam, że znowu zaczynam się spieszyć.
To nie jest łagodniejsze traktowanie siebie.
To jest dokładniejsze traktowanie siebie.
A dokładność jest w uczeniu się znacznie bardziej użyteczna niż kara.
Zostań przez chwilę
Druga rzecz przydaje się jeszcze podczas samej pracy.
Kiedy nie wiesz, co zrobić, nie zawsze musisz natychmiast coś zrobić.
Wiem. To brzmi podejrzanie prosto.
Ale właśnie w takich momentach początkujący terapeuta ma czasem w głowie małe centrum dowodzenia:
powiedz coś, zapytaj, zareaguj, przecież grupa patrzy, przecież trzeba prowadzić terapię.
Nie zawsze trzeba.
Czasem można przez trzy sekundy zostać.
Poczuć stopy. Zobaczyć klienta. Usłyszeć, jak mówi.
Zauważyć własny oddech.
I zamiast pytać siebie:
„Jaka jest właściwa interwencja?”
spróbować:
„Co właściwie dzieje się teraz?”
To jest drobne przesunięcie, ale bardzo ważne.
Pierwsze pytanie uruchamia egzamin.
Drugie uruchamia ciekawość.
A kiedy wraca ciekawość, zwykle wraca też klient.
Może nadal nie będziemy wiedzieć, co zrobić.
Ale przynajmniej przestajemy desperacko poszukiwać odpowiedzi we własnej głowie i znowu mamy przed sobą człowieka.
Jedna rzecz z feedbacku
Trzecia rzecz przychodzi po feedbacku.
I tutaj mamy pewną skłonność, której warto się przyjrzeć.
Po jednej ekspozycji próbujemy czasem poprawić całego siebie.
Będę mniej mówić. Więcej czuć. Lepiej widzieć figurę. Bardziej fenomenologicznie słuchać. Nie ratować. Nie interpretować. Wytrzymywać ciszę. Pilnować kontaktu. Pamiętać o ciele. I jeszcze oddychać.
Na następną ekspozycję przychodzimy z tak rozbudowanym wewnętrznym regulaminem, że trudno już zauważyć klienta.
Dlatego proponuję coś znacznie mniej ambitnego.
Z feedbacku weź jedną rzecz.
Jedną.
„Następnym razem chcę wcześniej zauważyć moment, w którym zaczynam się spieszyć”.
Albo:
„Spróbuję zostać trochę dłużej przy tym, co mówi klient, zanim zadam następne pytanie”.
Tyle.
Psychoterapeuta nie rośnie hurtowo.
Rośnie kawałek po kawałku.
Najpierw widzimy coś dopiero po ekspozycji. Potem zaczynamy to rozpoznawać podczas omówienia. Za jakiś czas orientujemy się już w trakcie kolejnej pracy, tylko odrobinę za późno. A któregoś dnia łapiemy siebie sekundę wcześniej:
„O. Właśnie zaczynam robić to, co zwykle robię, kiedy robi mi się trudno”.
I być może tym razem zrobimy coś odrobinę inaczej.
To nie wygląda spektakularnie.
Ale chyba właśnie z takich mało widowiskowych sekund powstaje później to, co nazywamy doświadczeniem.
Wrócić
I zostaje jeszcze rzecz najtrudniejsza.
Wrócić.
Wstyd bardzo często ma całkiem rozsądny plan.
„Na następnym zjeździe więcej skorzystam, obserwując”.
I naprawdę czasem więcej skorzystamy. Możemy być zmęczeni, potrzebować chwili, chcieć popatrzeć na pracę innych.
Ale czasem pod tym bardzo dojrzałym uzasadnieniem siedzi małe:
„nie chcę drugi raz tak się poczuć”.
Warto umieć je usłyszeć.
Nie po to, żeby się zmusić.
Nie jestem zwolenniczką edukacyjnego bohaterstwa, w którym człowiek ma pokonać siebie i natychmiast zgłosić się do następnej ekspozycji, najlepiej jeszcze przed przerwą na kawę.
Chodzi o coś subtelniejszego.
O to, żeby nie oddać wstydowi decyzji o własnym uczeniu się.
Można powiedzieć sobie:
„Rozumiem, dlaczego nie chcę tam znowu usiąść. I właśnie dlatego kiedyś usiądę”.
Nie po to, żeby tym razem udowodnić wszystkim, że jednak się nadaję.
Po to, żeby dostać nowe doświadczenie.
Że mogę się zgubić i wrócić.
Że mogę dostać trudny feedback i nadal być sobą.
Że jedna kiepska ekspozycja nie jest prognozą mojej przyszłości zawodowej.
I że następnym razem być może zobaczę coś odrobinę wcześniej.
To wystarczy.
Naprawdę.
Nie musisz po każdym zjeździe stawać się nowym człowiekiem.
Wystarczy, że czasem wyjdziesz z niego z jedną rzeczą, którą widzisz trochę wyraźniej.
A potem znowu przyjdziesz.
I znowu usiądziesz.
Po drugiej stronie ekspozycji
Jest jednak w tej historii ktoś jeszcze.
Człowiek siedzący po drugiej stronie, który obserwuje naszą pracę, czasem coś widzi wcześniej niż my i ma niewdzięczne zadanie powiedzieć nam również takie rzeczy, których wcale nie mamy ochoty usłyszeć.
Nauczyciel. Trener. Superwizor.
I tu dopiero robi się naprawdę ciekawie.
Bo czy jeśli po feedbacku poczułam wstyd, to znaczy, że feedback był zły?
Czy dobry nauczyciel powinien umieć powiedzieć każdą trudną rzecz tak, żeby nic mnie nie zabolało?
Czy naprawdę wie, co należało zrobić?
I skąd właściwie wzięliśmy pomysł, że gdzieś istnieje jedna prawidłowa odpowiedź, którą on zna, a my mamy ją tylko odgadnąć?
W ostatnim odcinku zamienimy się miejscami.
Tym razem na krześle usiądą nauczyciele i superwizorzy.
I uprzedzam studentów: mam dla Was wiadomość jednocześnie trochę niepokojącą i bardzo dobrą.
Po tamtej stronie również nie siedzą ludzie, którzy zawsze wiedzą. 🙂
Czekajcie na ciąg dalszy.
Autorka: Iwona Dobrzyńska
Inspiracje do myślenia o relacyjnym wymiarze wstydu: Robert G. Lee i Gordon Wheeler (red.), „The Voice of Shame: Silence and Connection in Psychotherapy”.
Sprawdź warsztaty o wstydzie, które odbędą się jesienią:


