Listopad, skarpety czy Malediwy… Co wybrać?
Czyli o tym, jak przetrwać jesienną melancholię
Nadszedł czas listopadowego przesilenia. Czas przejścia od letniego szaleństwa, przez jesienne złoto, do szaroburego, choć gdzieniegdzie jeszcze żółto-bordowego, zimowego zamarcia.
Świat ściemniał, zwolnił, oklapł, posmutniał. Drzewa stoją coraz bardziej nagie, mokre liście przyklejają się do chodników, mgła snuje się po ulicach, a słońce, jeśli już łaskawie się pojawi, sprawia wrażenie, jakby przyszło tylko nas rozdrażnić.
W domach pojawiają się herbaty, koce, świeczki i nostalgiczna muzyka. Kanapy stają się magnetyczne, lodówki mówią ludzkim głosem, a nasza motywacja zrobiła sobie wolne. I jakoś tak robi się nam bardziej do inside.
Kiedy jesień obniża nastrój
Psychologia zna zjawisko sezonowego obniżenia nastroju. U niektórych osób przybiera ono postać depresji o wzorcu sezonowym, określanej skrótem SAD (Seasonal Affective Disorder) lub łagodniejszą formą sub-SAD, czyli zimowym horrorem czy jesienną chandrą. Ta jest łagodniejsza — pojawia się senność, spadek energii, potrzeba wycofania, czasem smutek bez wyraźnego powodu.
Szczególnie trudno bywa tym, którym i bez listopada nie jest łatwo. Którzy noszą w sobie stratę, samotność, lęk czy bezradność. Jesienna melancholia potrafi wtedy wydobyć to, co przez resztę roku udaje się jakoś trzymać na dystans, ukryć, zasłonić.
I nie, nie każdemu wystarczy kubek herbaty, ciepły koc czy wizyta w biurze podróży. Czasem potrzebna jest bliskość drugiego człowieka, psychoterapia albo pomoc lekarska.
Odpoczynek czy wyjazd
Ale zanim zaczniemy walczyć z listopadem, może warto spróbować czegoś innego? Zamiast go pokonywać, spróbować go trochę oswoić?
Dla jednych to będzie świadomy czas odpoczynku, resetu, zwolnienia, czas na zaległości, książkę, seriale, rozmowy, czas kocykowania i kanapowania.
Dla innych czas ucieczki… do ciepła, słońca, pustych plaż, innych zapachów, smaków, życia innym życiem.
No i co na to Gestalt?
1. Bądźmy tu i teraz. Nawet jeśli „tu” oznacza kanapę czy plażę
W Gestalcie dużo mówimy o świadomości, obecności i doświadczaniu tego, co dzieje się właśnie teraz. Siedzimy na kanapie. Za oknem pada. W rękach trzymamy kubek herbaty. Czujemy jego ciepło, miękkość koca, słyszymy deszcz uderzający o parapet. I tyle. Tego samego możemy doświadczyć pod palmą… popatrzeć w przestrzeń, grzać słońcem, słuchać szumu fal czy wiatru. Nie musimy medytować, zapalać kadzideł, słuchać tybetańskich mis ani odkrywać sensu istnienia.
Możemy po prostu zauważyć, że jesteśmy.
Gestaltowa sugestia: Nie każda chwila musi być atrakcyjna czy kreatywna. Niektóre są po to, żeby je przeżyć. Nawet w kapciach czy kostiumie kąpielowym.
2. Domknijmy figurę. Ale niekoniecznie wszystkie sprawy.
Długie wieczory mają dziwną zdolność przywoływania wspomnień. Nagle przypomina nam się rozmowa sprzed siedmiu lat. To, czego nie powiedzieliśmy.
To, co powinniśmy byli powiedzieć. I oczywiście to, co powiedzielibyśmy dzisiaj, gdybyśmy tylko mieli okazję.
W Gestalcie mówimy o niedomkniętych sprawach, które czasem wracają, domagając się naszej uwagi. Może to być niewypowiedziany żal, niezakończona rozmowa, tęsknota czy złość. Nie zawsze musimy od razu dzwonić do przyjaciółki, pisać list do matki czy organizować rodzinne spotkanie wyjaśniające. Czasem wystarczy zatrzymać się przy tym, co wraca. Nazwać uczucie, pozwolić sobie je poczuć, powiedzieć na głos to, co zostało niewypowiedziane. Wyobrazić sobie tę osobę, popatrzeć na jej zdjęcie. A potem sprawdzić, czy rzeczywiście potrzebujemy coś jeszcze z tym zrobić.
Gestaltowa sugestia: Nie każda niedokończona sprawa wymaga dzisiaj zakończenia. Niektóre mogą jeszcze poczekać, tak jak… pranie.
3. Sprawdźmy, czego potrzebujemy. Nie tylko w lodówce.
Otwieramy lodówkę, zaglądamy, zamykamy. Po dziesięciu minutach wracamy, jakby w międzyczasie coś tam się zmieniło.
A może wcale nie chodzi o jedzenie? Może jesteśmy zmęczeni, samotni, znudzeni, rozdrażnieni. Może potrzebujemy rozmowy, przytulenia, ruchu, ciszy albo zwyczajnego świętego spokoju.
W Gestalcie uczymy się rozpoznawać własne potrzeby, zamiast automatycznie reagować na napięcie czy dyskomfort. To nie jest takie proste. Czasem łatwiej zjeść kolejne ciastko, niż przyznać przed sobą, że jest nam smutno. Łatwiej włączyć kolejny odcinek serialu, niż zauważyć, że za kimś tęsknimy. A czasem naprawdę jesteśmy głodni i mamy ochotę na ciastko. I to też jest w porządku.
Spróbujmy się zatrzymać przed drzwiami lodówki i zapytać siebie: „Czego ja właściwie teraz potrzebuję?”. I poczekać chwilę na odpowiedź. Przyjdzie.
Gestaltowa sugestia: Potrzeby nie muszą być ambitne, rozwojowe ani spektakularne, żeby je od razu publikować na Instagramie. Czasami potrzeba świętego spokoju jest najbardziej autentyczną potrzebą dnia.
4. Bądźmy w kontakcie… ze sobą lub innymi.
Człowiek jest istotą relacyjną. Potrzebujemy innych ludzi, ich obecności, głosu, spojrzenia, dotyku. Ale potrzebujemy również samotności.
W Gestalcie kontakt to zdolność do spotkania — zarówno z drugim człowiekiem, jak i z samym sobą. Czasem może warto do kogoś zadzwonić? Zaprosić przyjaciółkę na herbatę? Przytulić partnera? Pogłaskać kota czy pospacerować z psem?
A może przeciwnie.
Może dzisiaj zamknę drzwi, wyłączę telefon i nie odpowiem na pytanie: „Co u ciebie?” Ważne, żeby mieć wybór i nie spotykać się z ludźmi wyłącznie dlatego, że wypada. I nie uciekać od nich tylko dlatego, że bliskość czasem bywa trudna.
Gestaltowa sugestia: Dobry kontakt zaczyna się tam, gdzie potrafimy powiedzieć zarówno „chodź bliżej”, jak i „daj mi dzisiaj trochę pobyć ze sobą”.
Pozwól sobie na listopad?
Niezależnie, gdzie go spotkamy czy gdzie on nas zastanie.
Tak jak czasami smutek jest po prostu smutkiem. Zmęczenie zmęczeniem.
To listopad jest po prostu listopadem. Nie musimy być nieustannie pogodni, pełni energii, zadowoleni, wdzięczni i gotowi do podejmowania kolejnych planów.
Możemy zwolnić, tęsknić, wspominać. Możemy też marudzić, narzekać i złościć, że mamy tak mało słońca.
Gestalt to nie tylko metoda, to filozofia życia, w której jest zgoda na to, co jest i akceptacja tego, jak jest, zanim zaczniemy próbować to zmieniać. To pozwolenie sobie na bycie takimi, jakimi jesteśmy w tej chwili. Nawet jeśli jesteśmy ludźmi w grubych skarpetach, z kubkiem herbaty w ręku, którzy po raz trzeci oglądają ten sam serial. I całkiem dobrze może nam z tym być.
A listopad… czasem wystarczy nauczyć się w nim być.
I pamiętać, że kiedyś się kończy.
Autorka: Jolanta Cieplińska
Warsztat o Ciele z Izą Nowak
Warsztat: Ucieleśnione Ja w terapii BodyMindGestalt Rezonans, ucieleśniona relacja
