Kiedy uczę, kiedy decyduję. O władzy w szkole psychoterapii

Kiedy uczę, kiedy decyduję. O władzy w szkole psychoterapii.

O władzy, odpowiedzialności i ukrytym programie szkoły psychoterapii.

„Największą pokusą władzy jest pomylić własną perspektywę z prawdą”.

To zdanie otwiera przestrzeń do refleksji nad tym, jak kontrola może ukrywać się pod pozorem wspierania rozwoju. Uczę w różnych szkołach psychoterapii od ponad dwudziestu lat. Byłam świadkiem, uczestniczką i współtwórczynią różnych stylów zarządzania i budowania relacji w szkołach. Od bezwzględnego autorytaryzmu po partnerski liberalizm. Dziś myślę, że żadna ze skrajności nie sprzyja rozwojowi. Szukajmy więc równowagi. I właśnie dlatego daję sobie prawo do wniesienia tego tematu, opierając się na własnym doświadczeniu, autorefleksji i wiedzy.

Temat jest niewygodny, ale właśnie dlatego ważny. Dotyka czegoś, co jest obecne w każdej szkole psychoterapii, choć nie zawsze staje się przedmiotem otwartej rozmowy: relacji między tymi, którzy uczą, a tymi, którzy dopiero uczą się być terapeutami.

Często spotykamy się w szkołach z pewnym paradoksem: uczymy wolności w polu zależności. Jak to pomieścić? Jak połączyć te dwa światy? Czy to w ogóle możliwe? W moim przekonaniu tak. Potrzebne jest tylko i aż uznanie, uważność, ciekawość, a przede wszystkim szacunek.

Psychoterapia Gestalt odwołuje się do autonomii, świadomości, odpowiedzialności i zdolności do pozostawania w kontakcie ze sobą oraz z drugim człowiekiem. Uczymy przyszłych terapeutów, by nie narzucali klientom własnych rozwiązań, nie wiedzieli za nich i nie odbierali im prawa do własnego doświadczenia.

Ale gdzie uczymy się takiej postawy?

W szkole, w której ktoś ustala zasady, tworzy program, prowadzi zajęcia, ocenia postępy i ostatecznie współdecyduje o tym, czy dana osoba jest gotowa do wykonywania zawodu.

Powstaje więc interesujący paradoks: uczymy autonomii w relacji, która z samej swojej konstrukcji nie jest wolna od nierówności.

Trener ma doświadczenie, wiedzę i autorytet. Student chce się uczyć, rozwijać i otrzymać potwierdzenie, że nadaje się do tego zawodu. Może być gotowy zakwestionować teorię, ale znacznie trudniej przychodzi mu zakwestionowanie osoby, która będzie go później oceniać. Czy kształcimy terapeutów, którzy potrafią samodzielnie myśleć, czy takich, którzy dobrze odczytują, czego potrzebuje od nich autorytet?

Co władza robi z tymi, którzy ją posiadają?

Warto zatrzymać się najpierw przy tych, którzy mają władzę. Co dzieje się z trenerem, kiedy jego zdanie ma większą wagę? Kiedy grupa patrzy na niego z oczekiwaniem, a jego interpretacje stają się punktem odniesienia? Kiedy od jego decyzji zależy ważny etap zawodowej drogi drugiej osoby?

W mojej obecnej pracy pełnię między innymi funkcję opiekunki do spraw studentów. Pamiętam, jak z tygodnia na tydzień docierała do mnie świadomość, jak wiele zależy od moich decyzji. W ilu sytuacjach życiowych studenta moje zdanie ma znaczenie. I w końcu — jak ważne jest to, co moja wewnętrzna władza robi ze mną.

Zaczęłam też uważniej przyglądać się temu, jak świadomie łączyć funkcję trenera i nauczyciela w szkole z funkcją administracyjną. To nie zawsze jest oczywiste. Wymaga rozpoznawania, z jakich zasobów korzystam w każdej z tych ról, a także pilnowania granic między nimi. Popełniając błędy, przyglądając się sobie i korygując własne działania, uczyłam się rozdzielać te funkcje, ale też rozumieć, kiedy i jak mogą się ze sobą łączyć. Inaczej jestem trenerką, inaczej superwizorką dla studentów, a jeszcze inaczej osobą pełniącą funkcję opiekunki.

Podzielę się pewną sytuacją.

Któraś z edycji poprosiła mnie o interwencję w trudnej sytuacji grupowej. Po kilku spotkaniach, rozmowach i podjętych decyzjach udało się ją dobrze rozwiązać.

Dwa lata później prowadziłam zajęcia w tej samej edycji. Pod koniec spotkania studenci zapytali mnie, czy świadomie nie nawiązuję do sytuacji, która wydarzyła się w ich grupie dwa lata wcześniej. Jakież było moje i ich zdziwienie, kiedy okazało się, że tamtej sytuacji po prostu nie pamiętałam. Nie miałam jej w świadomości, nie wracałam do niej podczas zajęć. Jakby została wymazana z pamięci.

Dlaczego?  Być może dlatego, że była to dla mnie zupełnie inna sytuacja, inne pole i inna funkcja. Nie dotyczyła mojej roli nauczycielki, a ja nie przenosiłam jej świadomie do pracy dydaktycznej.

Ta historia pokazała mi coś ważnego. To, co wiemy o studencie w jednej sytuacji, nie musi być potrzebne ani uprawnione w innej. Wiedza zdobyta w roli opiekuna nie powinna automatycznie stawać się częścią relacji nauczycielskiej.

Umiejętność rozdzielania ról, ale też ich świadomego łączenia, jest jedną z ważniejszych kwestii w procesie uczenia zawodu psychoterapeuty. Co jest moje, a co należy do drugiej osoby? Co wnoszę do tej relacji, a co powinno w niej pozostać? Co warto włączyć, a co świadomie wycofać? I przede wszystkim: czy potrafię być w tu i teraz tego momentu, tej relacji i tego zadania, które właśnie wykonuję?

To przecież istotne kompetencje psychoterapeuty.

Zarządzanie i nauczanie nie zawsze łatwo ze sobą pogodzić. Chodzi o to, by nie tworzyć pola, w którym zarządza się rozwojem za pomocą lęku.

Autorytet może być źródłem odpowiedzialności, ale może też stać się pokusą. Pokusą, by nie podlegać takiej samej ciekawości jak inni. By uznawać własną intuicję za wystarczające uzasadnienie. By zapominać, że doświadczenie zawodowe nie chroni przed pomyłką. Władza może również utrudniać kontakt z własną bezradnością. Łatwiej wyjaśnić studentowi, co się z nim dzieje, niż przyznać, że jego zachowanie nas porusza, złości albo pozostawia bez odpowiedzi.

Dlatego refleksja nad władzą wymaga odwagi nie tylko od studentów. Wymaga jej przede wszystkim od trenerów i całej instytucji.

Nie chodzi o rezygnację z autorytetu. Chodzi o taki autorytet, który potrafi pozostawać w relacji, przyjmować informację zwrotną i uznawać granice własnego rozumienia.

Ukryty program szkoły, czyli to, czego uczymy się między wierszami

Każda szkoła ma swój program formalny: teorię, warsztaty, praktyki, superwizję, egzaminy. Ale istnieje też program mniej widoczny. Ten, który odczuwamy w ciele, rozpoznajemy w atmosferze, w sposobie bycia ze sobą, w tym, co dzieje się pomiędzy ludźmi. To, czego uczymy się poprzez uczestnictwo w relacjach.

Uczymy się, czy można mówić o złości wobec trenera. Czy wolno być zagubionym, nie zgadzać się, nie rozumieć od razu. Czy można powiedzieć „nie wiem”, nie tracąc szacunku innych. Czy błąd jest zaproszeniem do nauki, czy powodem do wstydu.

Uczymy się również, co zrobić z władzą, kiedy sami zaczynamy ją posiadać.

Jeżeli student przez kilka lat doświadcza, że autorytet ma ostatnie słowo, że każda różnica zdań spotyka się z oporem, a każda próba zakwestionowania decyzji jest traktowana jak przekroczenie czy wręcz nadużycie, może później — nieświadomie — odtworzyć podobny model w swoim gabinecie. Może zacząć traktować własną interpretację jako bardziej prawdziwą niż doświadczenie klienta. Może mieć trudność z przyjmowaniem krytyki, ponieważ sam niewiele jej doświadczał w warunkach bezpiecznego dialogu. Może subtelnie, a czasem całkiem otwarcie, stać się opresyjnym psychoterapeutą.

Ale możliwa jest też inna droga.

Student, który może bezpiecznie doświadczać różnicy zdań, ma szansę odkryć, że konflikt nie musi niszczyć relacji. Że autorytet może przyznać się do błędu. Że granica nie jest karą, a informacja zwrotna nie musi upokarzać.

Może wtedy, w poczuciu bezpieczeństwa, rozwijać się ku autonomii i stawać się coraz bardziej sobą — indywidualnym, odpowiedzialnym i dojrzałym psychoterapeutą.

Wtedy szkoła nie tylko przekazuje wiedzę o kontakcie. Sama staje się miejscem, w którym kontakt jest praktykowany.

Na koniec zostawiam pod rozwagę wszystkim, którzy kształcą i którzy się kształcą, kilka pytań.

Czy w miejscu, w którym się uczę albo którego jestem częścią jako nauczyciel, te ważne bieguny pozostają w świadomości? Czy potrafimy utrzymywać między nimi równowagę, zamiast wybierać jeden kosztem drugiego?

Autonomia i zależność — student potrzebuje autorytetu, ale nie powinien być zmuszony do podporządkowania się mu.

Troska i kontrola — intencja wspierania rozwoju nie gwarantuje, że nasz wpływ rzeczywiście wspiera.

Standardy i wolność — szkoła musi oceniać kompetencje, a jednocześnie chronić przestrzeń dla indywidualnego rozwoju.

Może więc najważniejsze pytanie nie brzmi: czy w szkole psychoterapii jest władza? Jest. Wynika z różnicy doświadczeń, odpowiedzialności i pełnionych funkcji.

Ważniejsze jest to, czy potrafimy rozmawiać o tym, jak z niej korzystamy, i czy jesteśmy gotowi przyglądać się temu, co robi ona z nami oraz z ludźmi, których uczymy.

Bo przecież nie uczymy wyłącznie psychoterapii. Uczymy również tego, jak być z drugim człowiekiem, kiedy mamy nad nim przewagę. I tego, co zrobimy z tą przewagą, kiedy pewnego dnia to my usiądziemy po drugiej stronie gabinetu.

Moja osobista refleksja, wynikająca z wieloletniej praktyki edukatora… świadomość władzy rozwija się również przez własne pomyłki, zdziwienie i korygowanie siebie. To odróżnia refleksję od oskarżenia.

Autorka: Jolanta Cieplińska