Skip to content Skip to sidebar Skip to footer

Dziewczynka, która mieszka w kobiecie. O wewnętrznych stanach Ja – Analiza transakcyjna w praktyce

Dziewczynka, która mieszka w kobiecie. O wewnętrznych stanach Ja

Pewnego razu była sobie Dziewczynka… w mieszkaniu obok.

A może nie w mieszkaniu obok.

Może w każdej z nas jest takie miejsce, do którego dawno przestałyśmy zaglądać. Miejsce, w którym mieszka ktoś mały, dawny i bardzo żywy.

W Analizie Transakcyjnej mówi się o trzech podstawowych stanach Ja: Dziecku, Rodzicu i Dorosłym.

Nie są to tylko role, które przyjmujemy. To różne sposoby przeżywania siebie, reagowania i wchodzenia w kontakt.

Dziecko przeżywa, potrzebuje, cieszy się, boi i złości.
Rodzic przechowuje uwewnętrznione głosy, zasady i zakazy.
Dorosły może zatrzymać się, sprawdzić rzeczywistość i dokonać wyboru.

Chciałabym opowiedzieć o tym poprzez historię Dziewczynki.

Dziewczynka

Pewnego razu była sobie Dziewczynka… w mieszkaniu obok. Nie żyła. A była. Kiedy się pojawiła, każdej nocy przez ścianę przebijał jej płacz. Kwiliła cichutko, a potem coraz głośniej wołała:

— Mamo… mamo… Mamo, gdzie jesteś?

Okna pozostawały zasłonięte. Balkon zamknięty. Mury i ściany były cichymi świadkami dziecięcego dramatu.

Przyszła jesień.

Potem zima. W oknie zabłysły migające gwiazdeczki. Taras przykrył mokry śnieg. Wiało, chuchało, skrzypiało. Z czasem płacz cichł. Coraz częściej ustępował miejsca szeptom, spokojnym rozmowom i nieśmiałym uśmiechom. Nawet szyby zdawały się drżeć z radości.

Taras budzi się do życia

Nadeszła wiosna. Drzwi balkonowe otworzyły się z impetem. Na taras wybiegła Ona. Długowłosa. Blada. Przezroczysta niemal. Smukła jak Trzcinka.

Dziewczynka. Spojrzała niepewnie spod jasnej grzywki. Zastygła. Wciągnęła drobnym noskiem chłodne, rześkie powietrze. W tej samej chwili lekki zefir zakręcił jej sypkimi włosami i dmuchnął pyłem starego tarasu prosto w oczy.

Dziewczynka parsknęła. Prychnęła. I wybuchając śmiechem, wbiegła z powrotem w otwartą przestrzeń mieszkania.

Nazajutrz taras zaczął budzić się do życia. Pojawiły się donice, doniczki i wiklinowe koszyki. Ktoś posadził bratki, hiacynty, tulipany i szafirki. W rogu stanął mały drewniany domek — trochę domek dla Barbie, trochę prawdziwy dom marzeń. Rozwieszono kolorowy hamak. Zawisły światełka, plastikowe motyle, wiatraczki i uśmiechnięte sztuczne zwierzaczki.

Każdego dnia taras rozbrzmiewał dziecięcym śmiechem. Rozmowami o roślinkach. Zabawą w chowanego. Skrzypieniem hamaka. Wołaniem. Przekomarzaniem. Życiem.

Lato rozkwitło. Dziewczynka wydawała się szczęśliwa. Raz biegła do babci. Innym razem wołała ciocię. Wokół niej pojawiały się inne dzieci — podobne i zupełnie różne. Jedne ciekawskie, inne zajęte sobą. Wszystkie na chwilę stawały się częścią tarasowego świata.

Za zamkniętymi drzwiami

A potem…

Nagle wszystko umilkło.

Z dnia na dzień życie przestało żyć. Ktoś szczelnie zasłonił kotary. Zamknął drzwi. Zostawił porozrzucane zabawki, kubki po sokach, pucharki po lodach i talerzyki po ciastkach.

Hamak kołysał się samotnie na wietrze. Kwiaty więdły bez wody. Rośliny powoli zapominały, że kiedyś ktoś je kochał. Taras umierał.

Przyszła jesień.

Potem zima. Śnieg i deszcz cierpliwie przykrywały smutek.

Taras szeptał:

— Dziewczynko… dziewczynko… dziewczynko… gdzie jesteś?

Przyszła kolejna wiosna. Cisza. Najpierw, podlewane deszczem, wyrosły mlecze. Potem koniczyny, trawy i chwasty. Dzikie bluszcze oplotły lalkowy domek. Ptaki uwiły gniazda. Wiatr naniósł śmieci, przewrócił donice, potargał hamak i zdmuchnął resztki dawnego piękna.

Aż pewnego dnia zza ściany znów dobiegł głos.

Dziewczynka.

Jest. Nie zniknęła. Była. Ale tym razem jakby bez głosu, brzmiało coś bezwyraźnie.

Przebijał go inny dźwięk. Długi. Rytmiczny. Miarowy.

Pompa? Zegar? Respirator?

Tak monotonny, że aż bolesny. Jakby ktoś odmierzał czas. Albo życie. Albo jego powolne znikanie.

Dziecko, Rodzic i Dorosły

Może Dziewczynka z opowiadania mieszka w każdej dorosłej kobiecie. Nie dosłownie, oczywiście. Mieszka jako część naszego wewnętrznego świata – jako pamięć emocji, dawnych potrzeb, lęków, ale także radości, ciekawości i spontaniczności.

W języku Analizy Transakcyjnej jest to głos Dziecka.

Na początku słyszymy Dziecko, które woła: „Mamo, gdzie jesteś?”. To wołanie o bliskość, ochronę i obecność. Jeśli przez długi czas nie ma odpowiedzi, dziecko może nauczyć się, że lepiej nie prosić, nie płakać i nie potrzebować. Może nauczyć się radzić sobie samo.

Ale Dziecko nie jest tylko zranieniem. Jest również tą częścią nas, która potrafi śmiać się, zachwycać, bawić, być ciekawa i spontaniczna. Dlatego w opowiadaniu tak ważny jest taras. Kiedy Dziewczynka wychodzi na zewnątrz, pojawia się życie.

Jest też Rodzic – wszystkie uwewnętrznione „musisz”, „nie wolno”, „nie przesadzaj”, „bądź silna”, „nie sprawiaj kłopotu”. Z czasem nie potrzebujemy już nikogo, kto zamknie drzwi. Potrafimy zrobić to sami.

I wreszcie jest Dorosły. Ten, który może dziś podejść do zamkniętych drzwi i zapytać: Co naprawdę się tutaj dzieje? Czego potrzebuje moja Dziewczynka? Czy to, czego nauczyłam się kiedyś, nadal jest potrzebne? Czy naprawdę nadal jestem sama?

„Już jestem. Możesz wyjść”

Może dojrzałość nie polega na tym, żeby Dziewczynka wreszcie przestała istnieć. Może polega na tym, żeby dorosła kobieta zaczęła ją słyszeć.

Nie po to, by wrócić do przeszłości.

Po to, żeby odzyskać kawałek życia, który kiedyś musiał zostać zamknięty.

Najbardziej porusza mnie zdanie: „Dziewczynka. Jest. Nie zniknęła”.

Może czasami warto zatrzymać się i posłuchać, co słychać za własną wewnętrzną ścianą. Może jest tam ktoś, kto dawno przestał wołać. A może ktoś, kto nadal czeka. Albo ktoś, kto po prostu chce otworzyć drzwi i wyjść na taras. I może właśnie wtedy:

Dorosły może powiedzieć: „Już jestem. Możesz wyjść”.

Autorka: Jolanta Cieplińska